9 rzeczy, o których nie możesz zapomnieć w grudniu.


6 grudnina 2016r. godz.7.00 zadzwonił budzik i z ogromnym zdziwieniem stwierdziłam, że moje dzieci jeszcze śpią! Mając na uwadze fakt, że nikt z nas nie musiał się dzisiaj nigdzie spieszyć stwierdziłam, że korzystam z okazji i idę spać dalej. Radość z kolejnych chwil snu nie trwała jednak zbyt długo. po kilku minutach rozległo się:
Maaaaammmooooo!!! Taaaaaatttttooooo!! Sąąąą!!!
Dzień zaczęliśmy dziecięcym piskiem i okrzykami radości. Zwlekamy się z łóżek i cieszymy oczy tym największym prezentem jaki dostaliśmy od życia. Ta radość z odnajdowania kolejnego cukierka w buciku i kolejnej mandarynki. Ten wyraz małych buziek, taki beztroski, radosny, cudowny. Po raz kolejny doświadczamy tego, że grudzień ma w sobie tą magiczną moc. Tak bardzo pragnę widzieć te ich błyszczące oczy każdego dnia, te uśmiechy i okrzyki radości. Napisze to, już nie wiem nawet który raz, - ten miesiąc będzie wyjątkowy. Nie liczą się dla mnie żadne problemy dookoła. 
W tym roku chcę zrobić wszystko to, czego nie zrobiłam rok temu. 
Grudzień 2015r. całkowicie uciekł mi z pamięci. Dużo wtedy pracowałam, za dużo... Pracę skończyłam właściwie w Wigilie o 15 i jedyne o czym marzyłam przez święta to wyspać się. Nie zrobiłam tego wszystkiego co każdy powinien zrobić w grudni. Ogromny niedosyt i wyrzuty sumienia ciążyły mi cały rok. Może właśnie dlatego ten grudzień jest dla mnie tak bardzo wyjątkowy.
Planów na ten miesiąc mam ogrom, sprzątanie, gotowanie, kupowanie prezentów, podsumowanie roku, przygotowania do urodzin Igora i mojego męża, przygotowanie wpisów na bloga i nowych projektów. Jednak żadna z tych rzeczy nie jest na mojej liście priorytetów. Tam znalazło się coś całkowicie innego. Zobaczcie co ja i chyba każdy powinien zrobić w grudniu by uczynić ten miesiąc jeszcze bardziej wyjątkowym:

1. Spędzić cały dzień w piżamach oglądając bajki, popijając kawę, wciągając kolejnego pierniczka i przytulając się do woli. 
2. Obejrzeć z dziećmi świąteczne klasyki filmowe: Kevina, Ekspres polarny czy Renifera Niko.
3. Wybrać się wieczorem na Toruński Jarmark Bożonarodzeniowy i nie myśleć o tym, że jest zbyt późno, że dzieci już powinny spać i że nie wolno mi objadać się makowcem po 18.
4. Upiec z dziećmi pierniczki
5. Wyjść całą rodziną na łyżwy
6. Zaliczyć długi zimowy spacer z karmieniem kaczek i bieganiem po parku.
7. Upić się grzańcem razem z mężem
8. Uśmiechać się do ludzi na ulicy. tak po prostu. 
9. Być szczęśliwa!

A Wy jakie macie plany na grudzień?


ps. ze wszystkich prezentów Igora najbardziej ucieszyły skarpetki z Pepco z reniferem :)





Ja też byłam grzeczna i dostałam jedną z rzeczy z mojego listu, jednak o 7 rano do zdjęć zdecydowanie się nie nadawałam ;) 
Pochwalcie się co Wam przyniósł Mikołaj? 

Grudzień - miesiąc o zapachu wypranej firany.


Grudzień. Najpiękniejszy miesiąc w roku. Czas kiedy ludzie są jacyś milsi, kawa smakuje bardziej a mandarynki to podstawa naszej diety.  
Kiedy byłam małą dziewczynką mama starała się stworzyć nam taką magiczną atmosferę. Stawiała w wazonie gałązki świerkowe, kryształowe miski zapełniała pomarańczami, orzechami i niewielką ilością cukierków, co byśmy do świąt wszystkiego nie zjedli a do szkolnej śniadaniówki dorzucała nam mikołaja z nugatowym nadzieniem. Pamiętam też wielkie sprzątanie, które niczym adwentowy kalendarz zaczynało się z 1 grudnia i ciągnęło do samej Wigilii. Mama kazała nam w nieskończoność szorować panele na ścianach i robić porządki we wszystkich szufladach. Jak ja tego nie znosiłam. Setki razy zastanawiałam się po co to wszystko. Na co komu czyste okna i te orzechy w misce. Przecież bez tego święta też będą. A później była taka noc, kiedy działa się magia. Idąc spać zostawiałam mamę w kuchni, a rano budził mnie ten zapach. Taki wyjątkowy, delikatny, unoszący się w całym domu. Czułam go zanim otworzyłam oczy. Budził mnie swoimi rześkimi nutami. Sprawiał, że czułam się jakoś tak bardziej luksusowo, wyjątkowo dopieszczona. Zapach świeżo wypranej firany. O tak! Do dziś kojarzy mi się ze świętami bardziej niż zapach pierników. Wybiegając z pokoju mijałam te błyszczące czyściutkie panele, te świąteczne serwetki na obudowie grzejnika i ozdoby w wypucowanych oknach. Tego dnia widziałam po co to wszystko. Po co sprzątanie, długie spacery po rynku w poszukiwaniu jemioły i prasowanie setek metrów materiału, który miał zawisnąć na oknach. Każde pomieszczenie w naszym domu miało swoje, przynależne tylko do niego ozdoby, a ja biegałam i sprawdzałam czy oby na pewno mama włożyła ten stroik co zawsze do porcelanowego ślimaka i czy te same plastikowe świeczki postawiła na oknie w przedpokoju. 
Dziś tę magię chcę mieć dłużej. Chcę cieszyć się nią przez cały miesiąc a nie tylko dwa dni przed świętami. Cały grudzień chcę umilać nam zapachem pierników, świerkowych gałązek i delikatnym światłem lampek. Wiem, że dla niektórych to za szybko. Ale dla mnie nie traci nic ze swojej wyjątkowości. Wręcz przeciwnie. Sprawia, że każdy dzień miesiąca jest wyjątkowy jeszcze bardziej niż poprzedni. Właśnie dlatego w naszym domu pojawiły się już pierwsze figurki reniferów, poduszki z Bożonarodzeniowym motywem zagościły na kanapie i pierwsze cukrowe laski zawisły na zielonych gałązkach. Z każdym kolejnym dniem świątecznych dodatków będzie u nas więcej. 
I od razu poniedziałek staje się lepszy, bardziej przyjazny i magiczny. Wiem, że ten grudzień będzie wyjątkowy. Ja kończę teraz to moje piernikowe latte popijane na kanapie przy świetle lampek i idę wrzucić firany do pralki a Wam zostawiam mały urywek naszej domowej magii. 













Kochany Święty Mikołaju - czyli mój osobisty list do Mikołaja


Kochany święty Mikołaju
Byłam w tym roku na prawdę grzeczną dziewczynką i zasłużyłam na prezent. Wiesz jakby dało radę to poproszę o trochę więcej spokoju, tonę pozytywnej energii i dobę która ma 48 godzin. Poproszę jeszcze, żeby problemy się mnie mniej czepiały, żeby zdrowie tak nie szwankowało i żebym w końcu znienawidziła tą bitą śmietanę z malinami i bezą bo ona zdecydowanie nie idzie mi w cycki.  Mikołaju... pamiętasz jeszcze moje listy z dzieciństwa? Te, w których prosiłam Cie byś wymienił mojego brata na małego pieska? Dziś już do brata przywykłam i szkoda by było, żebyś go zabierał, ale tego psa... Tego mojego wymarzonego kumpla, to chciałabym zobaczyć pod choinką najlepiej w komplecie z białym domkiem z ogródkiem co by miał gdzie sobie ten zwierzak pobiegać.

A jak już byś na prawdę nie dał rady, to mam jeszcze też nieco bardziej przyziemne marzenia:)

Kuchennie
Moja miłość do akcesoriów kuchenno - jadalnianych rozkwita coraz bardziej. Coraz częściej odczuwam silną potrzebę posiadania nowego pięknego kubka czy ślicznej patery. Niestety mąż nie koniecznie rozumie mnie w tej kwestii. No ale przecież gdyby przyniósł mi to Mikołaj... to już inna sprawa :)

Kubki -mąż wytłukł mi kilka ikeowskich klasyków więc zwolniło się miejsce w szafce. Do tego te, które znalazłam są śliczne, i kawa na pewno lepiej w nich smakuje :)  srebrny, złoty  
Patera - uwielbiam piec, a moje patery zdecydowanie powinny być już wymienione :) ta jest boska w delikatnym pastelowym kolorze
Czajnik z zaparzaczem. idealny do parzenia zielonej herbatki albo mojego ukochanego czystka :) 
Drewniana taca/skrzynka  - przyznam szczerze, że nie wiem jeszcze do czego mogłaby być mi potrzebna, ale jest taka piękna, że z pewnością znalazłabym dla niej zastosowanie :)
Taca czarna - grafika mnie powaliła, boska jest! no i mąż w końcu miałby na czym przynosić mi śniadanie do łóżka. niestety cena jak na tacę też trochę powala więc właściwie z każdej innej tez będę zadowolona :) 
Plakaty kuchenne  -dla ozdoby moich gołych ścian w kuchni 
Chlebak - właściwie mamy chlebak, jednak ten powalił mnie swoim pięknem i prostotą :)
Fartuch kuchenny w zimowym stylu  - jest piękny i ma moje ulubione renifery :) zdecydowanie umiliłby mi prace kuchenne. 

Domowo
Najchętniej to przygarnęłabym nowy domek z ogródkiem. Niestety obawiam się, że nie zmieściłby się pod choinką zatem poniżej wklejam kilka moich typów na prezenty dla domu.
Pościel z Home&You. Uwielbiam flanelową pościel na sezon jesienno-zimowo-wiosenny. widziałam na żywo i powaliła mnie jakością materiału i kolorem. 
Kosz druciak do przedpokoju. Koniecznie potrzebuję tam coś na te wszystkie walające się rękawiczki, szale i czapki co to ich nikt nigdy nie układa do szuflady. Druciak sprawdzi się tam idealnie - nie wspomnę że marze o nim już drugi rok.
Dywan tkany do pokoju z Ikei Nie wiem co się ze mną dzieje. Ja która przez pół życia tłumaczyła swojej mamie, że zasłony, obrusy i dywany to tylko zbędne szmaty i zbieracze kurzu, nagle odczuwam potrzebę posiadania tyyylu tekstyliów w domu. Ten dywan jest idealny, zwykły, szary, tkany będzie idealnym tłem dla reszty salonu. 
Koc. Kocy u nas nigdy za dużo. zawsze przyda się kolejny. tym razem marzymy o takim bardzo mięciutkim, żebyśmy z Niną mogły przykryć się na kanapie przy wieczornym czytaniu książek. Ten jest z Home&You - jakąś dziwną słabość mam do nich w tym sezonie - jak nigdy.
Świeczki - uwielbiam doświetlać się w ponure dni. wszystkie świeczki są z H&M Home
Bawełniany kosz. Na wiecznie walające się maskotki będzie idealny. 
Duży lampion. Eh wzdycham do takiego już dobre kilka miesięcy


Książki
W tym roku zdecydowanie do moli książkowych nie należałam i złakniona jestem czytania. Ominęły mnie wszystkie bestsellery i hity internetu. Mam jednak nadzieję nadrobić zaległości :)

Książki kulinarne, do których wzdycham
Wszystkie smaki Skandynawii. Meyer Claus. tu. 
Słodko, zdrowo, świątecznie. Monika Mrozowska tu
Smitten Kitchen czyli Nowy Jork na talerzuPerelman Deb tu
Na zdrowie. Mórawska Eliza tu 
Razem w Kuchni. Cudny Zosia tu
Moje Wypieki. Całkiem nowe przepisy. Dorota Świątkowska. tu  
Chleb. Domowa Piekarnia. Piotr Kucharski tu

Pozostałe książki
Anioł do wynajęcia Kordel Magdalena tu
Diabeł używa Instagrama Sykes Lucy, Piazza Jo tu 
Biuro Przesyłek Niedoręczonych. Natasza Socha tu
Pełnia życia. Agnieszka Maciąg tu
Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Tourell Soderberg Marie tu

Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Rowling J.K., Tiffany John, Thorne Jack tu
Zamiast Wychowania. Jesper Juul  - ciekawią mnie też inne pozycje tego duńskiego pedagoga tu
Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć - Joanna Glogaza tu

Pozostałe różnistości
 
Gruby szary duży sweter - na zdjęciu przykładowy
Szare ciepłe rękawiczki - te są z delikatnym brokatem, śliczne - Kappahl
Portfel - kopertówka, koniecznie z dużą ilością miejsca na karty. najlepiej w pastelowych kolorach - na zdjęciu przykładowy
Sweter ze świątecznym motywem - Kappahl
Długa dresowa szara kamizelka - Carry 
Ciepła piżama ze śmiesznym motywem do biegania w sobotnie i niedzielne leniwe poranki :) - szczyt seksapilu normalnie :p - Cornette
Skarpetki ze świątecznym motywem - uwielbiam świąteczne skarpetki :) - zdjęcie przykładowe

No dobra to teraz czekam do świat i sprawdzamy jak bardzo grzeczną dziewczynką byłam w tym roku :) Cokolwiek nie znajdę i tak będę szczęśliwa :)

a Wy co chcielibyście znaleźć pod choinką albo w bucie?

Matko Polko rozpieszczaj się! - przepis na piernikowe latte niczym z kawiarni.


Trzeci tydzień z chorymi dziećmi w domu. Oszaleć można. Powoli nie zwracam już uwagi na rozrzucone puzzle, moje postanowienie o całkowitym zrezygnowaniu z bajek też jakoś mniej rygorystycznie respektuję (hmm... jedna bajka chyba nie zaszkodzi...albo godzina). 
Za oknem pięknie pada śnieg a my na spacer nawet nie możemy wyjść, bo jak nie jedno to drugie z gorączką słania się po domu. A ja biegam i wycieram te gile z nosa, zaparzam tą "hebatke z motkiem i citlynką" tulę, głaszcze i wymyślam zabawy, do których to talentu nie mam za specjalnie. W głowie układam już plany na grudzień. Tyle spraw do załatwienia, tyle rzeczy do zrobienia, tyle pytań na które jeszcze nie znam odpowiedzi: "kiedy prezenty dokończę kupować, kiedy spakować, gdzie zamówić kalendarze dla dziadków i co ja właściwie chciałam zrobić na tą Wigilijną kolację"? Grrr.. nie lubię tak, kiedy ze wszystkim jestem w plecy, kiedy plany nie idą tak jak to sobie wymyśliłam i wali mi się z każdej strony.  
I chodzę taka zamyślona, wkurzona i zła nie wiadomo na co i na kogo, bo przecież to nie ich wina, że najpierw jelitówkę przyniosły z przedszkola, później zapalenie ucha a na koniec to paskudne przeziębienie.  Toż to nie jego wina, że do pracy wybywa od rana i zostawia mnie z tą marudzącą dzieciarnią w domu, że wraca zmęczony i niemal po nocy. 
I tak szlag mnie trafiał coraz bardziej, że ja tu skacze nad wszystkimi a nade mną nikt, że tu grudzień za pasem i wypada cieszyć się z tego pierniczenia z dziećmi z biegania po galeriach i kupowania choinki, a ja czuję coś zgoła innego. Aż w końcu dotarło do mnie, że jestem już dużą dziewczynka i porozpieszczać to ja mogę się przecież sama! Wygrzebałam zatem kilka korzennych przypraw z szuflady, słoik z płatkami owsianymi i suszoną żurawiną i włączyłam ekspres do kawy. A teraz popijam sobie pyszną piernikową latte niczym z popularnej kawowej sieciówki i zajadam przepyszne ciastko z ukochaną żurawina i pomarańczami i tak dzień jakby lepszy się stał i słońce bardziej zaświeciło - hmm.. a może to jednak zasługa kofeiny i cynamonu? :)


Przepis na domowy syrop piernikowy
- szkalnka wody (250ml)
- 3/4 szklanki cukru (około 150gr)
- przyprawy korzenne ( ja dałam 1 łyżeczkę cynamonu sproszkowanego, 3 ziela angielskie, 4 goździki + pół łyżeczki sproszkowanych goździków, 1 gwiazdkę anyżu, i jedno ziarenko kardamonu)

wodę razem z cukrem zagotować do całkowitego rozpuszczenia się cukru, dodać przyprawy i gotować około 10minut mieszając co jakiś czas. Do gotującego się syropu dorzuciłam pół laski rozciętej wanilii. Syrop wystudzić, przelać do słoiczków i trzymać w lodówce nawet do świąt :) W ozdobionej buteleczce lub słoiku super sprawdzi się jako prezent pod choinkę.

* Uwaga nie używajcie gotowej przyprawy piernikowej, ona ma mąkę w składzie a nawet jak nie ma napisanej na opakowaniu to i tak zachowuje się jakby miała - przetestowałam na sobie. Mąka zbyt mocno zagęści syrop i będziecie mieli piernikowy kisiel. 




Przepis na piernikowe latte
- 100-120ml mleka podgrzać i spienić
- zaparzyć podwójne espresso
na dno szklanki wlać duża łyżkę syropu piernikowego na to wlać ciepłe spienione mleko i dodać espresso. 
Kawę możecie dodatkowo ozdobić bitą śmietana na górze i oprószyć cynamonem lub gałką muszkatołową. Moja ma tylko mleko spienione. 
Uwierzcie mi kawa nie wiele różni się od tych z kawiarni a możecie ją zrobić zawsze, nawet kiedy trzeci tydzień uziemieni jesteście w domu!



*przepis na syrop to moja kompilacja kilku rożnych przepisów znalezionych w sieci. 

O świątecznych tradycjach czas zacząć - czyli nasz kalendarz adwentowy.




W moim rodzinnym domu niewiele było świątecznych tradycji. Oczywiście stroiliśmy dom na święta, robiliśmy czasami łańcuchy na choinkę z kolorowych papierów i odpalaliśmy naszego starego grającego mikołaja. Razem z moim kochanym tatą ubieraliśmy choinkę, wieszaliśmy cukierki, które znikały często jeszcze przed Wigilią a mama w kuchni pichciła dla nas ulubione świąteczne potrawy. To wszystko działo się raczej na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Jako dziecko bardzo czekałam zawsze na ten czas a kiedy on nadchodził to było mi mało i mało i mało. 

Pamiętam też pierwsze święta kiedy wyprowadziłam się z rodzinnego domu. Mieszkałam wtedy sama a całe święta planowałam spędzić u rodziców. Mimo wszystko za ostatnie grosze, które zostały mi po opłaceniu czynszu kupiłam zestaw plastikowych bombek i kilka łańcuchów Tata przytargał mi prawdziwą żywą choinkę a nad oknem zapaliłam mój pierwszy własny zestaw lampek choinkowych kupionych gdzieś na rynku od Chińczyków. Wtedy właśnie postanowiłam, że w moim domu tradycji świątecznych będzie zdecydowanie więcej. 

Od kilku lat razem z dziećmi robimy kalendarz adwentowy. Jest to ten pierwszy Bożonarodzeniowy element w naszym domu. Jest to też nasza rodzinna tradycja i wierzę, że tak zostanie na długie lata. Kalendarz zawsze robimy razem. Wymyślamy jak ma wyglądać, a później spędzamy długi listopadowy wieczór na wspólnym wycinaniu, klejeniu i przystrajaniu. I nie ważne, że nasz kalendarz nie wygląda jak ze zdjęć z pinteresta, że tasiemki na każdej z torebeczek nie są równo przyklejone, że gdzieś odstaje kawałek nie do końca przyklejonego tła a na torebeczkach widoczne są zagniecenia od małych paluszków. Ważny jest ten czas spędzany razem. Razem się bawimy, śmiejemy i denerwujemy na te fruwające w powietrzu wstążki. Rozmawiamy o świętach, o wspólnych planach na grudzień i zastanawiamy się co w tym roku pojawi się w każdej z torebeczek, żeby umilić nam wszystkie grudniowe poranki. Tego dnia dzieciaki zaczynają ścigać się, które było grzeczniejsze i dostanie więcej prezentów od Mikołaja, a ja ... ja staram się doceniać każdą minutę tego wspólnego wieczoru, Podziwiam każdą krzywo przyklejoną torebeczkę, bo przecież te za rok, będą już dużo ładniejsze, zrobione przez bardziej wprawne i większe rączki. Staram się zapamiętać każdy ich uśmiech i każdą zjedzona mandarynkę. To taki wyjątkowy wieczór, kiedy jeszcze przed tą świąteczną gonitwą mamy kilka godzin tylko dla siebie. Wierzę, że kiedy moje dzieci będą już dorosłe to w ich wspomnieniach zostaną te wszystkie wspólne wieczory listopadowe i te wszystkie kalendarze z roku na rok coraz ładniejsze. 





Do zrobienia naszego kalendarza wykorzystaliśmy:
stary obraz
4 kartki czarne z bloku technicznego w formacie A3
torebki śniadaniowe
naklejki z cyferkami
różne wstążki znalezione w domu z poprzednich lat
sztuczny śnieg i srebrny brokat
nożyczki i taśma dwustronna





A tutaj link do naszego wcześniejszego kalendarza. 

Nauka mówienia :)



Mój synek coraz bardziej rozwija się z mową. Powoli zaczyna gadać jak najęty (hm... po kim moje dzieciaki mają to gadulstwo? ...chyba po ojcu ;) ) Niektóre słowa Igor mówi całkiem wyraźnie inne niekoniecznie. 
ostatnim hitem jest...titidol z pitolkiem :)  i kto zgadnie co to? (nie nie, to nie to co Wam chodzi po głowie) 
...
to oczywiste! to jest przecież pomidor ze szczypiorkiem :)